seria publikowana również na wattpadzie pod tą samą nazwą, konto: @poruta_
Wendy Humphrey naprawdę chciała się cieszyć z całego spotkania, jednak gdy nadszedł poniedziałek szybko została otrząśnięta z całego przyjemnego odrętwienia, jakie pozostawiła za sobą randka z tym George'em Weasleyem.
Dzień zaczął się dość zwyczajnie, bo od uderzenia małym palcem w szafkę nocną. Próbowała zawiązać równo krawat Gryffindoru, w zębach trzymając różdżkę, dzięki której szczotka próbowała rozczesać jej włosy. Zapięła guziki wolną ręką i włożyła koszulę w szarą spódnicę. Spojrzała na swoje odbicie w lustrze i stwierdziła, że nie wygląda gorzej niż zwykle, więc ruszyła ku Wielkiej Sali.
Usiadła pomiędzy Riną Devir a Alicją Spinnet i nałożyła sobie owsianki do miseczki. Angelina siedziała tuż obok brata George'a, Rona, i chyba próbowała mu wbić do głowy, że nie powinnien się stresować meczem, bo i tak są beznadziejnie przygotowani. Po raz pierwszy Wendy stwierdziła w myślach, że drużyna Gryffindoru wyglądała jakoś lepiej, kiedy Olivier Wood był kapitanem, ale nie śmiała podważyć kompetencji swojej przyjaciółki.
Zamiast tego dyskretnie spojrzała na boki w poszukiwaniu bliźniaków, jednak nie zauważyła ani ich, ani Lee. Po jakiejś chwili przez okno wleciała chmara sów, która zaczęła krążyć nisko nad sufitem w poszukiwaniu swoich właścicieli. Stary puchacz wlaciał w talerz z tostani i rozkraczył się tuż przed Johnson, która spojrzała na niego równie zniesmaczona, co zmartwiona. Skrzydła miał rozłożone były na boki, tak, że tkwiły w talerzu Riny. Gryfonka westchnęła z dezaprobatą i wyjęła je ze swojego jogurtu z musli.
- Errol, głupi ptaku! - zaczęła zaaferowana Ginny, a Seamus i Dean, siedzący blisko niej wybuchnęli śmiechem. Ronald zaciekawiony przesyłką do siostry z brakiem delikatności uniósł Errola i wziął Proroka Codziennego. Spojrzał zdziwiony najpierw na gazetę, a później na najmłodszą przedstawicielkę Weasleyów.
- Czemu to czytasz? Wiesz przecież, jakie wypisują tam brednie o Harry'm! - wzburzył się Ronald. Seamus rzucił mu groźne spojrzenie znad kielicha, z którego sączył sok dyniowy. Harry, który siedział z Hermioną na drugim końcu podłużnej ławy, nawet nie zwrócił uwagi na kłótnię.
- Bo Harry gada same brednie! Nie było cię tam, nie wiesz, co zrobił Cedrikowi! - Dean pokiwał na słowa przyjaciela głową. Ginny spłonęła rumieńcem i schowała twarz w dłoniach, jakby miało ją to uchronić przed wyborem między bronieniem racji brata a poprarciem swojego chłopaka.
- Zamknij się, Finnegan! - W tym momencie zirytowana Angelina Johnson podjęła głos i wzięła do rąk Proroka Codziennego. - Na gacie Merlina! To niemożliwe! - Przybliżyła do twarzy poranną prasę, po czym odłóżyła ją spowrotem na miękkie pióra sowy.
Wendy napędzana nagłym przypływem ciekawości, wzięła do ręki gazetę. Na pierwszej stronie znajdowało się zdjęcie profesor Umbrigde, która paskudnie uśmiechała się do obiektywów.
- Co? - pisnęła Rina, która spojrzała Humphrey przez ramię. - Umbrigde jest... CO?!
Wrzawa wybuchła również przy innych stołach. Krukoni z ożywieniem zaczęli dyskutować nad dzbankami z ciepłym mlekiem, kakao i gorącą herbatą, a przy stole Hufflepuffu było słychać podniecone szepty. Do uszu Gryfonów doszły strzępki rozmów i nieprzychylnych uwag skierowanych w stronę Dolores.
Rzecz jasna, nikt nie lubił jej lekcji. Była przesłodzona, fałszywa i cyniczna. Ilekroć Wendy widziała jej różowy sweterek, zbierało jej się na mdłości, więc nie było lekcji, z której choćby nie spróbowałaby zwiać. Jeśli ktoś brał Wymiotki - była pierwszą, która proponowała odprowadzenie do Skrzydła Szpitalnego. Potrafiła znaleźć powód do wyjścia i wymówkę dla spóźnienia, więc w klasie nie siedziała nigdy całych zajęć. Na wieść o mianowaniu nauczycielki Wielkim Inkwizytorem Hogwartu, przeszedł ją dreszcz.
- Co jeszcze? Może niech od razu będzie Ministrem. - Prychnęła Rina.
- Wstrętna różowa jędza. - Angelina ze złością odstawiła pusty kubek na stół. - Jeszcze tego nam było trzeba przed meczem. Ten rok to jakaś porażka.
- Potter złapie złotego znicza i będziemy ustawieni. - Parsknął jakiś młodszy Gryfon, a kapitan drużyny obdarzyła go tak ostrym spojrzeniem, że chłopak spuścił niemal od razu zmieszany wzrok. Angelina chrząknęła znacząco.
Miny zrzedły niemal każdemu przy stole Gryffindoru. Nikt nie chciał być zależnym od rządów Starej Ropuchy, pionka Korneliusza Knota, która wydawała się tego dnia podczas śniadania jeszcze bardziej zadufana w sobie niż zwykle. Puszyła się jak paw. Oczywiście wszyscy wiedzieli dlaczego, jednak nikt nie zdołał się już odezwać na temat tego, czego się dowiedział.
Jeszcze tego samego dnia, na drugiej lekcji, czyli zaklęciach, które były jednymi z ulubionych zajęć Wendy, (ponieważ siedziała na skos od bliźniaków Weasley i mogła wzdychać do George'a), Umbrigde złożyła Flitwickowi wizytację. Na jej twarz wpęłznął ten okropny uśmiech, widywany u niej zbyt często, niż byłoby to wskazane, co wzbudziło w Gryfonach oraz Puchonach, z którymi mieli lekcje, skrajne emocje.
Wielka Inkwizytor siedziała w kącie, notowała, czasem wstawała i cmokając obchodziła klasę. W środku zajęć stanęła przy Filiusie i wyjęła magiczną miarę, na której zaznaczyła wzrost nauczyciela. Po klasie rozniosły się stłumione chichoty.
Wendy zasłoniła usta dłońmi, jednak z jej oczu można było wyczytać rozbawienie. Po chwili poczuła uderzenie w łopatkę, więc zdziwiona uniosła brwi ku górze. Dotknęła pleców ręką i rozmasowała lekko miejsce, gdzie dostała. Spojrzała na ziemię kątem oka, gdzie dostrzegła kulkę papieru. Dyskretnie ją podniosła i rozwinęła na wysokości kościstych kolan, wystających z spódniczki o linii ,,a".
Serce momentalnie zabiło jej szybciej, kiedy jej oczom ukazały się charakterystycznie napisane litery. Policzki zapiekły ją natychmiast. Zerknęła przez ramię i uniosła kąciki ust.
,,Ładnie dzisiaj wyglądasz, Wendy. Uśmiechnij się".
Gdyby nie końcówka to powiedziałabym, że w tym rozdziale za wiele się nie zadziało. Tak, to ostatnie zdanie było bardzo słodkie. Podoba mi się, że Twoje opowiadanie choć trochę jest kanoniczne i piszesz o Umbrige. Lecę do kolejnego rozdziału